Aktualności

hammondPremiera nowego materiału muzycznego

PATRYCJUSZ GRUSZECKI trąbka, skrzydłówka

KAJETAN GALAS organy Hammonda

ZBIGNIEW LEWANDOWSKI perkusja

17 lutego 2016 (środa) godz. 19:00

siedziba Legnickiej Biblioteki Publicznej ul. Piastowska 22

Bilet 25 zł

Rezerwacja: tel. 507 094 819, e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi.

Sprzedaż od 29 stycznia 2016: kasa teatru, Bistro Bar „Provincia”, kawiarnia Modjeska i przed koncertem

Ilość miejsc ograniczona!

 

Patrycjusz Gruszecki – trębacz, pedagog, kompozytor, absolwent Wydziału Kompozycji, Interpretacji, Edukacji i Jazzu Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach w klasie Piotra Wojtasika. Brał udział we wspólnych projektach Leszka Możdżera i Teatru Muzycznego im. Danuty Baduszkowej w Gdyni w latach 1997-2000; występował m. in. w musicalach „Hair” i „Jesus Christ Super Star” A.L Webera.W roku 2006 założył zespół „Patrycjusz Gruszecki Quintet” w składzie: Paweł Tomaszewski - fortepian, Andrzej Zielak - kontrabas, Krzysztof Gradziuk - perkusja oraz Przemysław Florczak - saksofon tenorowy. Zespół zdobył w roku 2006 statuetkę “Złotego Krokusa” w Międzynarodowym festiwalu: “Krokus Jazz Festival” w Jeleniej Górze oraz wyróżnienie w “Bielskiej Zadymce Jazzowej” w 2007. W 2009 trębacz wystąpił wspólnie ze Zbigniewem Lewandowskim w zespole „Levandek – A Brand New Quintet” w ramach 45 Festiwalu „Jazz nad Odrą”. Od roku 2008 koncertuje w Polsce i za granicą z zespołem: ”Patrycjusz Gruszecki Quartet”, w skład którego wchodzą wybitni jazzmani młodego pokolenia: pianista Mariusz Smoliński, kontrabasista Krzysztof Ciesielski oraz perkusista Ireneusz Budny. W 2013 podjął nowe wyzwania, występując w Polsce i za granicą z grupą BIBOBIT oraz RAY WILSON GENESIS CLASSIC. Stworzył też autorskie trio ze Zbigniewem „Levandkiem” Lewandowskim (perkusja) oraz Kajetanem Galasem (organy Hammonda).


Kajetan Galas – organista i pianista, absolwent Krakowskiej Szkoły Jazzu i Muzyki Rozrywkowej. Studiował też w ArtEZ Enschede, jedynej szkole w Europie, kształcącej w klasie organów Hammonda. Obecnie robi magisterium na wydziale jazzu Akademii Muzycznej w Krakowie. Jego nauczycielami byli tacy organiści jak Larry Goldings i John Hondorp, a także pianiści: Piotr Wyleżoł, Dominik Wania, Wojciech Groborz, Jasper Soffers (Metropole Orchestra). W 2013 roku otrzymał najwyżej ceniony w kraju laur na odbywającym się co dwa lata Konkursie Improwizacji Jazzowej w Katowicach, a rok wcześniej zdobył II nagrodę w Otwartym Konkursie na Indywidualność Jazzową Festiwalu Jazz nad Odrą. Aktualnie współtworzy stałe trio Organ Spot, propagując w ten sposób brzmienie Hammonda. Oprócz tego współpracował z wieloma wybitnymi muzykami, takimi jak: Janusz Muniak, Tomasz Grzegorski, Robert Chyła, Arek Skolik, Bartek Staromiejski, Cezary Konrad, Paweł „Bejbi” Mąciwoda,


Zbigniew "Levandek" Lewandowski (ur. 17 września 1951 w Chojnicach) - perkusista, kompozytor, aranżer. Współpracował z wieloma muzykami z czołówki polskiego i światowego jazzu. Szczególnie znany jako nauczyciel gry na perkusji – regularnie prowadzi zajęcia warsztatowe (m. in. Blues nad Bobrem, Blues Express). Nagrał też dla TVP cykl programów o sztuce gry na tym instrumencie. Obecnie jest wykładowcą we Wrocławskiej Szkole Jazzu i Muzyki Rozrywkowej oraz prezesem wrocławskiego oddziału PSJ.
http://www.hammond.pl/?s=organy+hammonda

 

 

ROZMOWA Z PATRYCJUSZEM GRUSZECKIM, TRĘBACZEM

(pyta C. B.)


-Na koncercie w bibliotecznej sali „masońskiej” – lubię ją tak nazywać, co jest zresztą historycznie uzasadnione – przedstawisz premierowy program autorski. Czy możesz nam przybliżyć, co to za muzyka? Czy to będą wyłącznie twoje kompozycje? Jak powstawały? I skąd potrzeba nagrania płyty – czy to jakiś nowy etap w twojej artystycznej karierze?

-Koncert, który odbędzie się 17 lutego w Legnickiej Bibliotece Publicznej zwieńczy nagranie mojej pierwszej autorskiej płyty, które zostanie zrealizowane zaledwie kilka dni wcześniej, bo 11, 12 oraz 13 lutego. Będzie to program złożony z moich piosenek, nagromadzonych przez lata, począwszy od momentu rozpoczęcia studiów w katowickiej uczelni jazzowej, a skończywszy na chwili obecnej. Myślę że nagramy też utwór zatytułowany „Moja kolęda”, który popełniłem w styczniu tego roku. Piszę piosenki, odkąd pamiętam. Czy są to piosenki jazzowe? Pewnie tak... Na pewno nie są to utwory jazzowe. Sam nie czuję się absolutnie jazzmanem, ani tym bardziej kompozytorem. Jazzmani to mistrzowie, od których się uczyłem i uczę się dalej. Ja natomiast piszę; zawsze pisałem. Odbywa się to w jakiś przedziwny sposób, którego sam nie rozumiem, mianowicie przez miesiąc chodzę, robię różne inne rzeczy, myślę, analizuję, słucham. Potem przychodzi moment, w którym siadam do kartki przy fortepianie, przy pianinie, przy klawiszu i piszę. Zwykle zajmuje mi to 15 do 30 minut i jest piosenka. Nie jest to więc efekt jakiegoś planowania, że coś tam napiszę. To efekt czegoś, co siedzi we mnie głęboko zakorzenione i co muszę przelać na papier w danym momencie. Sam tego nie rozumiem, ale w pełni to akceptuję. Rezultat? Ilość utworów, którą mógłbym obdzielić trzy płyty. Myślę, że jedna z nich byłaby płytą „jazzową” lub „jazzującą”, druga z muzyką funkową, a trzecia w stylu pop. Tak więc mam zamiar zrealizować tę pierwszą.

-Co powiesz o samej sali, w której zagra twoje trio? Już ją przecież wypróbowałeś...

-Sala „masońska” kryje w sobie tajemnicę. Czuje się to tuż po wejściu do środka i to specyficzne odczucie towarzyszy „pielgrzymom” do końca... Nie jest to tylko moje zdanie. Akustycznie: odrobina gustownego wytłumienia ściany po stronie okien załatwi sprawę. Wspaniałe miejsce na organizację klimatycznych, nietuzinkowych koncertów. Ta sala inspiruje: koncert kolęd, koncert z organami Hammonda, koncert dla... niesłyszących... koncert całkowicie improwizowany...koncert w ciemni i całkowitej ciszy... Pomysły rodzą się same.

-Tak, wnętrze ma klimat. Te cyrkle i makówki... Z tyłu apsyda. W przyszłości – miejmy nadzieję – sala wzbogaci się o stylowe okna. Dyrektor biblioteki, pani Anna Gątowska, robi wszystko, żeby znaleźć odpowiednie kotary, sądzę więc, że akustykę uda się poprawić. Można zresztą spojrzeć na sprawę inaczej. Ta sala jest po prostu wybredna, nie lubi całego tego współczesnego hałasu, dźwięków przesadnie, bo sztucznie wzmocnionych i na dodatek często ohydnie zniekształconych, bardziej sprzyja tym wydobytym bezpośrednio z akustycznego instrumentu, każe im tylko dłużej wędrować. Jej trzeba słuchać! Do pytania zmierzam jak te dźwięki – długą drogą; przepraszam za tę dygresję. Pomówmy lepiej o muzykach. Zacznijmy od „Levandka”, to perkusista należący do „starej gwardii”, bywa kojarzony z fusion. Dlaczego wybrałeś właśnie jego, co cenisz szczególnie w jego stylu?

-Zbigniew Lewandowski to legenda polskiego jazzu i polskiego jazz rocka, człowiek o twardej ręce i miękkim sercu. Mistrz od którego wielu „młodych gniewnych” muzyków ogłaszających wszem wobec, że są jazzmanami, mogłoby się naprawdę wiele nauczyć. „Levandek” jest perkusistą niezwykle doświadczonym, na scenie stwarza komfort i poczucie bezpieczeństwa, co niesamowicie inspiruje instrumentalistów do tego aby eksperymentować, sięgać dalej, ryzykować. Marzyłem od lat o tym, żeby ten muzyk kiedyś w przyszłości zechciał nagrać ze mną płytę.

-Teraz o następnym, mocnym punkcie składu: hammond i hammondzista. Zacznę od samego instrumentu – zapewniłeś, że to prawdziwy hammond, „żadna tam podróba” (na samą myśl o tym dostaję gęsiej skórki). Może warto byłoby przypomnieć jego historię, początkowo nie był przeznaczony do jazzu... Opatentowany w 1934, miał towarzyszyć liturgii. Czy wiesz, że matka wynalazcy miała na imię Idea (z domu Strong)? Życie wykazuje czasem duże poczucie humoru. Czy możesz zdradzić nam jakieś szczegóły o instrumencie, który usłyszymy?

-Kajetan Galas gra na oryginalnym hammondzie z 63 roku obudowanym tylko w lekką zabudowę do transportu. Jest to instrument lampowy na mechanicznym układzie. 100% oryginał! Dziś trudno już takie znaleźć.

-Wymieniłeś nazwisko klawiszowca, bo nie tylko organisty. Powiedz nam coś o nim, skąd go wytrzasnąłeś?

-Kajetan Galas, którego nie znałem wcześniej, bo nigdy z nim nie grałem, został mi polecony przez mojego serdecznego kolegę ze studiów, Pawła Tomaszewskiego, jako ten, który będzie wiedział, co zrobić z moimi utworami. Już pierwsza rozmowa telefoniczna z Kajetanem potwierdziła, że „Herbie” (Paweł) się nie mylił. Nie mam absolutnie żadnych obaw, co więcej nie mogę już doczekać się spotkania. Mała ciekawostka, ja Kajetana Galasa nie znałem, natomiast okazało się, że zna go dobrze Zbigniew Lewandowski, bo nie tak dawno jako członek jury Jazzu nad Odrą wręczał mu na scenie nagrodę.

-Znamy się od kilku lat, występowałeś u nas wiele razy, ale nigdy nie zapytałem cię, jak i kiedy złapałeś bakcyla jazzu?

-Moja droga do jazzu prowadziła od reggae (UB40, Twinkle Brothers, DAAB); przez pop (Michael Jackson); rock'n'roll (The Beatles). Aż odkryłem w szafie winyl zatytułowany: „Mel Lewis and Thad Jones Orchestra". Wtedy trąbka Thada dosłownie „palnęła” mnie w łeb. Potem były wyprawy autostopem na Świdnicką do Wrocławia, gdzie pod domem handlowym kupowałem wszystkie kasety opatrzone znaczkiem „Jazz”. Czemu na „stopa”? Bo za tą kasę były dwie kasety więcej! Tam trafiłem kilka „prawdziwków”: Benny Golson, Freddie Hubbard, Wynton Marsalis... Do dzisiaj pamiętam każde solo, a kasety poprzeciągane aż piszczą!

-Wśród tych, którzy nie słuchają jazzu, spotykam się często z opinią, że jest „za trudny”. Koncert jazzowy z kolędami, którym uraczyłeś nas ostatnio, chyba takim się nie wydawał? Skąd taka opinia? Może jest „za trudny”, bo go nie chcą poznać? Co to w ogóle jest ten jazz, czym jest dzisiaj? Zappa wyraził się kiedyś, że nie umarł, tylko dziwnie pachnie. Czujesz jego „specyficzny zapach”?

Jazz nie umarł. Mało tego, ma się świetnie. Często to my źle wybieramy lub chłoniemy to, co podsuwa nam "zmasowany" świat.

-Poplotkujmy trochę o „Plotce”. Bibobit to chyba najważniejsze przedsięwzięcie, w jakim ostatnio wziąłeś udział? Rap i jazz? Co cię najbardziej „kręci” w takim połączeniu? Czy będzie jakaś kontynuacja?

-Bibobit kończy właśnie szlif drugiej już płyty. Będzie mniej rapowo, bardziej „piosenkowo”. Osobiście uważam, że tę płytę pokocha wiele osób. Jest tak różnorodna, że każdy powinien znaleźć coś dla siebie. A sam Bibobit? Dalej niekomercyjny, zaskakująco energiczny, z mądrym tekstem i zawsze z podtekstem który wychodzi z kontekstu pod byle pretekstem.


-Koncert wkrótce – 17 lutego. Czy byłbyś uprzejmy zaprosić słuchaczy osobiście?

Serdecznie zapraszam wszystkich fanów dobrej muzyki na nietuzinkowe wydarzenie do sali „masońskiej” w Legnickiej Biblioteki Publicznej w środę 17 lutego 2016 o godzinie 19. Gwarantuję wrażenia, które na długo pozostawią ślad w pamięci.

-Dziękuję za rozmowę. Do zobaczenia i do usłyszenia na koncercie!

[©BlueMonk]

 

 

 

 

Czytaj więcej: Aktualności

Podkategorie